Głód dotyku powszechny po 50. Nie daj się!

Do życia potrzebujemy nie tylko wody, jedzenia i powietrza, ale także dotyku. Codziennych przytuleń, pokrzepiających uścisków, czułych gestów, serdecznych głasków. Niestety badania pokazują, że wraz z wiekiem jesteśmy coraz bardziej narażone na głód dotyku. Powód jest prosty. Dzieci rosną, wyprowadzają się, partner nie zawsze jest obecny, bywa, że mamy problem ze starzejącym się ciałem. W konsekwencji nierzadko jesteśmy wyjątkowo rzadko przytulane. Same nie inicjujemy przytuleń. A nasze ciało cierpi!

Dotyk może uzdrawiać

Potrzeba dotyku jest najbardziej pierwotną i podstawową potrzebą każdego człowieka. To właśnie zmysł dotyku wykształca się jako pierwszy w rozwoju płodowym. Zanim embrion ukończy ósmy tydzień, jego skóra odbiera już bodźce dotykowe.

Z czasem to właśnie przytulanie, głaskanie i kołysanie jest najlepszą receptą na niemowlęce złe samopoczucie. Uspokaja i daje poczucie bezpieczeństwa. Do najważniejszych form dotyku należy uścisk, to on ma moc uzdrawiającą. Badania pokazują, że chroni przed rozwojem depresji, pomaga w leczeniu przewlekłych chorób.

Uścisk ponadto rozprasza samotność, zwalcza lęki, łagodzi napięcie, utrzymuje sprawność rąk i dłoni, poprawia odporność, a nawet chroni przed otyłością. Bliskość drugiej osoby hamuje apetyt i tendencję do nadmiernego objadania się. Ponadto podnosi samoocenę i nastrój.

głód bliskości

Kobiety po 50 a dotyk

Nie jest to normą, ale wystarczająco często pojawiającym się problemem, że warto o tym napisać.

Kobiety w długoletnich związkach, a takie relacje budują najczęściej panie po pięćdziesiątce, często narzekają na zanikanie wartościowych gestów takich, jak przytulanie, całowanie, chodzenie za rękę. W długich relacjach często brakuje bliskości, intymności, seksu. Pojawia się przyzwyczajenie, które często z czasem rodzi pustkę i silną potrzebę wypełnienia jej.

Ponadto dla dojrzałej matki jednym z trudniejszych momentów jest wyprowadzka dzieci. Syndrom pustego gniazda to utrzymujące się u dojrzałych osób poczucie osamotnienia, depresyjności. Dodatkowo mówi się o obniżeniu aktywności, bezsenności, kłopotach z koncentracją, obniżeniem poczucia wartości, kłopotach z radzeniem sobie z codzienną aktywnością. Jeśli dzieci się wyprowadzają, a nie ma jeszcze wnuków lub kontakt z nimi jest mocno utrudniony, głód bliskości jest tym większy i bardziej nieznośny.

Głód bliskości – co robić?

Nie ma jednej recepty na głód bliskości, bo sposób radzenia sobie z nim uzależniony jest od indywidualnej sytuacji każdej osoby czy rodziny.

Na pewno jeśli jesteśmy w związku, warto zrobić wszystko, by odbudować osłabioną relację. Najprościej i najrozsądniej zacząć od rozmów, jednak nie takich powierzchownych, codziennych, ale głębszych, dotykających uczuć, potrzeb, sensu życia i planów na przyszłość. Systematyczne, krok po kroku odbudowywanie bliskości wymaga zaangażowania i konsekwentnego budowania na nowo głębokich więzów rodzinnych.

Jeśli nie mamy bliskiej osoby, życie po 50 otwiera nam mnóstwo możliwości poznania drugiej połowy. Wcale nie jest na to za późno, by wyjść do ludzi, zapisać się na zajęcia, odnowić dawne przyjaźnie. Dobrym sposobem jest zakup zwierzaka, z którym będziemy mogły spacerować każdego dnia. Psiak nie tylko zmotywuje nas do ruchu na świeżym powietrzu, ale również pozwoli na odebranie gestów przywiązania, które nieco zmniejszą odczuwanie głodu bliskości. Badania pokazują, że ludzie mający zwierzątko domowe są pozytywniej nastawieni do życia i mają więcej energii.

Inne sposoby na głód bliskości? Zaakceptowanie swojego zmieniającego ciała. Psychologowie podkreślają, że od tego wszystko się zaczyna. Spojrzenie w lustro i powiedzenie sobie “jesteś piękna”, “kocham Cię”, otwiera nas na nowe możliwości. Pozwala uwierzyć, że naprawdę nie jest za późno, by cieszyć się życiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *