Po 50 miałam być „grzeczna”, ale wcale nie jestem

Mówili mi, że po 50 przychodzi czas na spokój. Stoicką minę i wystudiowane uśmiechy. Już wiele rzeczy nie wypada, a coraz więcej trzeba, przynajmniej po to, by zachować pewne pozory.

Mówili mi, że radość z życia należy przekuć w satysfakcję z pomagania innym. Mówili mi o tym, jaka powinnam być, jakie są najlepsze babcie, seniorki i jak powinnam postępować jako kobieta mająca dorosłe dzieci.

Mówili, jaka powinnam być w pracy. Jak powinnam dbać o siebie, o swoje zdrowie…

A ja postanowiłam być „niegrzeczna”. Czy żałuję? Nie. Choć mówili, że “kara” jest nieunikniona, zamiast niej przyszło uczucie wyzwolenia. I o dziwo, szacunek innych. Niektórzy nawet mi zazdroszczą. A ja nie do końca wiem, dlaczego. Każdy przecież tak może.

nie jestem niegrzeczna

Chcę być babcią, a nie etatową opiekunką

Zaczęło się od tego, że powiedziałam „nie” dla bycia pełnoetatową opiekunką wnuków. Nie chciałam się zgodzić na pracę od 7 do 17 od poniedziałku do piątku. Byłam przeciwna zajmowaniem się wnukami w takim wydaniu. Chciałam pozostać babcią, a nie kimś, kto zastępuje przez większość czasu rodziców. Zbyt wiele razy widziałam przemęczone babcie, które zamiast radości spędzania czasu z małymi dziećmi odczuwały irytację i podenerwowanie. To nie była łatwa decyzja, ale dobrze przemyślana. Nie chciałam być taka, nie chciałam tego robić własnym wnukom.

Na początku widziałam rozczarowanie, słyszałam zawoalowane pretensje dorosłych dzieci. Po kilku latach usłyszałam, że miałam rację.

Czy to idealny patent? Każdy powinien się wyzwolić z obowiązku opiekowania się w pełnym wymiarze dziećmi? Na pewno nie, bo dobrych rozwiązań dla każdego nie ma. Ważne, żeby być w zgodzie z sobą. I do niczego się nie zmuszać. Dla dobra wszystkich.

Nie dam się ustawić w kącie

Miałam być „grzeczna” także w pracy. Ze spokojem słuchać tego, co mówi szef, nie dyskutować, podporządkować się. Cieszyć się, że mam dobrą pracę, nie wymagać za wiele i się nie wychylać. Dożyć pokornie do emerytury.

Jednak co ja za to mogę, że lubię się rozwijać, stawiać sobie nowe cele, ulepszać to, co podobno doskonałe? Mimo wielu lat, nie zawsze potrafię milczeć, czasami po prostu muszę powiedzieć to, co w danym momencie ważne. Na przykład to, że zasługuję na podwyżkę!

I okazuje się, że taka asertywność mocno pomaga. Wzbudza szacunek i pozwala realizować kolejne cele.

Nie będę się oszczędzać

Mówili, że w pewnym wieku trzeba przystopować, bardziej uważać na siebie. Bo to kości już nie te, mięśnie już nie takie sprawne.

Mogę się oczywiście z tym zgodzić. Jednak postanowiłam pomóc sobie samej. I jeszcze bardziej zadbałam o siebie. Jednak nie w ciepłych kapciach, ale na zawodach. Raz na rowerze, innym razem na nogach. Bo to lubię, a moje ciało mi się za to odwdzięcza.

(Nie) być niewidzialną!

Mówili, że w pewnym wieku kobieta staje się niewidzialna. Po prostu odpuszcza. I wiecie co? To nie tak, że trzeba nagle zacząć się wyróżniać z tłumu, krzyczeć swoim ubiorem i wyglądem, by ktoś zwrócił na Ciebie uwagę. Bycie widzialną to jednak co innego niż krzykliwa stylizacja. To pewność siebie, radość z życia, to przebywanie z właściwymi ludźmi i kochanie tego, co się lubi.

„Niegrzeczność” o jakiej piszę to nie gburowatość, chamstwo, czy brak zahamowań. To przeczenie konwenansom, stereotypom, nie dla samego buntu, ale…dla siebie, by czuć, że się żyje. By cieszyć się tym, co mamy. Bo mamy naprawdę wiele!

2 myśli na temat “Po 50 miałam być „grzeczna”, ale wcale nie jestem

  • Maj 9, 2019 o 11:41 am
    Permalink

    I JA jestem niegrzeczna i to bardzo ale wolna uśmiechnięta i …

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *