Życie rodzinne

Po 30 latach razem nie mamy o czym rozmawiać

Coś poszło nie tak. A może poszło dokładnie tak, jak to się dzieje w naprawdę długoletnich związkach, które odkładały dbanie o relację na ciągle nieprzychodzące jutro? “Po 30 latach razem nie mamy o czym rozmawiać” – mówisz. Albo alternatywne komunikaty stają się Twoją myślą: “Nudzimy się razem”, “Nie wiem, co ja w nim widziałam”.  Czy te zdania to prosty wyrok śmierci na relacji? A może sygnały, żeby się nad nią pochylić? Czy jest tak, że po latach zwyczajnie zaczynamy się nie lubić? A może istnieje recepta na dobrą relację, jednak za trudna i się na nią nie decydujemy?

Po 30 latach razem nie mamy o czym rozmawiać

Wiem, co powiesz

To może być miłe. Znać kogoś bardzo dobrze. Dokładnie wiedzieć, co za chwilę powie, jak zareaguje. Może być to jednak też dobijające. Wszystko zależy od perspektywy.

Bo znać się aż tak dobrze bywa szalenie nudne. Setki tych samych dni, takich samych rozmów, przewidywalność i rutyna. Nie musi tu być nawet złej woli, ani braku dojrzałości. Wystarczy ludzkie znużenie.

Na początku relacji druga osoba jest kimś, kogo nie znamy i kogo chcemy poznać. Dlatego rozmowy są naturalne. Z czasem jednak mówimy mniej. I może być to dobre, jeśli towarzyszy temu spokój. Gdy idzie to w złą stronę, pojawia się nuda.

Kiedy nie ma rozmowy, a pozostaje tylko logistyka

Bardzo łatwo zatracić siebie w relacji. Po latach działać jak firma, a nie jak związek. Padają wtedy pytania: Kupiłeś chleb? Zawiozłeś Kasi klucze? Zatankowałeś auto? Umówiłaś hydraulika. Itd. Rozmowy wyglądają jak pytanie i odpowiedź. Jak krótka piłka.

Nie ma pytań, co u ciebie, o czym ostatnio myślałaś, co cię cieszy, a co niepokoi. Brakuje długich rozmów, intymności i prawdziwego poczucia bliskości. Czy wszystko to, co naprawdę buduje związek kończy się od razu? W jednej chwili? Oczywiście nie. To powolna śmierć, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu i rok po roku.

Z czasem partnerzy mogą przestać poznawać siebie nawzajem, ponieważ zakładają, że już się znają.

A człowiek po trzydziestu latach nie jest przecież tą samą osobą, którą był trzy dekady wcześniej.

Zmieniać się i inspirować

To jest właśnie szczególnie trudne w relacji, aby zmieniać się i tę zmianę obserwować.

Nikt przez 30 lat nie pozostaje taki sam, dojrzewamy, wiele zaczynamy rozumieć. Jednak w pewnym momencie ze związku się wypisujemy. A właściwie wypisuje nas życie: stres, pośpiech, kłopoty finansowe, zdrowotne, wymagania w pracy, trudności w wychowywaniem dzieci. Coraz bardziej stajemy się mamą, tatą, pracownikiem, kimś, kto stara się ogarniać i zarządzać, a coraz mniej żoną i mężem, partnerką i partnerem.

I tu jest dramat.

Pary, które potrafią być razem i interesować się sobą, swoim osobistym światem, inspirować się i wspierać, rzadko się sobą nudzą. Dzieje się po prostu za dużo, żeby w ogóle był czas na nudę.

Ciągle coś się dzieje

Paradoksalnie przez 30 lat rzadko jest nuda. Raczej można uznać, że jest coś wprost przeciwnego. Jest ciągła zmiana.

Zmieniają się potrzeby, wartości, zainteresowania, lęki i marzenia. Zmienia się stosunek do pracy, pieniędzy, rodziny, starzenia się, własnego ciała i przyszłości. Dzieci dorastają, rodzice odchodzą, pojawiają się nowe role i nowe pytania.

Można więc mieszkać z kimś przez trzydzieści lat i jednocześnie mieć przed sobą człowieka, którego trzeba odkryć na nowo.

Więc to chyba nie o brak tematów do rozmów chodzi, ale o to, że z daną osobą z jakiegoś powodu już nie chce się rozmawiać. I tu wchodzą grzechy główne, które pewnie się popełniło.

Dlaczego nie chce się nam ze sobą rozmawiać po latach?

Być może nawet siebie kochamy, ale siebie nie lubimy.

Druga osoba jest w naszych oczach niewystarczająco atrakcyjna. Coś się po drodze stało, że być może straciłyśmy do niej zaufanie, a nawet szacunek. Pojawiła się pogarda, która jest już przedsionkiem rozstania. Być może partner nas za bardzo zawiódł. Nasze wspólne życie nie wyglądało tak, jak tego chciałybyśmy. Zbyt często czułyśmy się same, pozostawione sobie.

Poza tym niekiedy problemem jest po prostu nasza pycha, przekonanie o własnej nieomylności, o tym, że znamy drugiego człowieka aż za dobrze. Jednak czy aby na pewno?

„Przecież wiemy o sobie wszystko”

Tu wkracza jedno z najbardziej zdradliwych zdań w długoletnim związku.

Bo czy naprawdę wiemy, co druga osoba czuje dzisiaj? Możemy znać jej przeszłość, ale nie znać jej obecnych pragnień. Zazwyczaj pamiętamy, kim była trzydzieści lat temu, ale nie zauważamy, kim stała się dzisiaj. Czasami partner nie mówi o swoich myślach nie dlatego, że nie ma nic do powiedzenia. Po prostu przez lata nauczył się, że druga osoba i tak „wie swoje”. Albo że rozmowa skończy się radą, krytyką, żartem czy szybkim powrotem do codziennych obowiązków.

Milczenie może więc narastać powoli.

Najpierw nie rozmawiamy o drobiazgach. Później o ważniejszych sprawach. W końcu zostają tylko informacje organizacyjne.

Pewnego dnia orientujemy się, że człowiek siedzący obok jest nam bardzo bliski — a jednocześnie trochę obcy.

Czasami problemem nie jest brak tematów

Być może najważniejsze pytanie brzmi nie: „O czym mamy rozmawiać?”, lecz: „Czy nadal jesteśmy ciekawi siebie nawzajem?”

Bo temat można znaleźć zawsze.

Można wspólnie obejrzeć film i porozmawiać o tym, co w nim poruszyło.  Zapytać partnera, czego najbardziej brakuje mu w obecnym życiu. Dobrze jest wrócić do marzeń, które kiedyś zostały odłożone. Można też zapytać: „Gdybyśmy nie musieli się niczym przejmować przez rok, jak chcielibyśmy go spędzić?”

Nie chodzi nawet o wielkie, romantyczne rozmowy.

Czasami wystarczy usiąść obok siebie i naprawdę słuchać. Nie potrzeba wtedy telefonu, telewizora, czy prostych rozwiązań. Wystarczą dwie osoy.

Po trzydziestu latach można zacząć od nowa

Długoletni związek ma coś, czego nie miała pierwsza randka: ogromną wspólną historię.

Ale wspólna historia nie musi oznaczać końca ciekawości, ,może być fundamentem do kolejnego rozdziału.

Być może po trzydziestu latach nie trzeba już pytać: „Kim jesteś?”, lecz raczej: „Kim jesteś teraz?”

To może być zaskakująco dobre pytanie.

Bo odpowiedź może być inna niż trzydzieści lat temu.

Cisza nie zawsze oznacza koniec

W związku po trzydziestu latach może pojawić się cisza. Nie każda cisza jest jednak problemem.

Są pary, które potrafią siedzieć obok siebie i milczeć, czując się przy tym bezpiecznie i blisko. Nie muszą nieustannie wypełniać przestrzeni słowami.

Problem zaczyna się wtedy, gdy cisza nie jest spokojem, lecz obojętnością. Kiedy przestajemy pytać. Nie chcemy już wiedzieć. Nie dzielimy się tym, co dla nas ważne. Kiedy partner staje się przede wszystkim współlokatorem, współrodzicem albo osobą odpowiedzialną za część domowych obowiązków.

Wtedy zdanie „nie mamy o czym rozmawiać” może być warte potraktowania bardzo poważnie.

Być może trzeba poznać się jeszcze raz

Po trzydziestu latach związku nie trzeba wracać do początku. Można przecież zrobić coś ciekawszego — zacząć poznawać siebie na nowo.

Nie pytać wyłącznie o to, co było.

Zapytać o to, co jest.

I o to, co jeszcze może być.

Bo być może problem wcale nie polega na tym, że po trzydziestu latach nie mamy o czym rozmawiać. Może jest tak, że przez te wszystkie lata tak bardzo zajęliśmy się wspólnym życiem, że zapomnieliśmy zatrzymać się i zapytać drugiego człowieka: „Powiedz mi, jak ci dzisiaj naprawdę jest?”

Czasem od takiego pytania zaczyna się rozmowa, której oboje bardzo długo potrzebowaliśmy. Prawda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *